Tesla nie kończy na Cybercab… jak się okazuje to cały plan!
To dopiero początek robotaxi. Firma szykuje całą rodzinę autonomicznych samochodów.
Jeszcze niedawno zadawaliśmy sobie pytanie: kiedy Tesla wreszcie pokaże prawdziwe robotaxi?
Dzisiaj pytanie jest już trochę inne i wszyscy zastanawiają się nad tym co Tesla zrobi, kiedy Cybercab zacznie jeździć na dobre?
No i mamy troszkę więcej konkretów.
Podczas spotkania z analitykami JPMorgan, Tesla miała potwierdzić, że Cybercab jest tylko pierwszą formą pojazdu przeznaczonego dla floty Robotaxi. W przyszłości mają pojawić się kolejne typy autonomicznych samochodów. Jako przykład Tesla wskazała Robovana zaprezentowanego podczas wydarzenia „We, Robot” w 2024 roku.
I nagle układanka zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Bo być może Tesla wcale nie buduje jednego robotaxi.
Tesla buduje platformę autonomicznego transportu. Przynajmniej tak to wygląda…
A Cybercab jest po prostu jej pierwszym samochodem. Cybercab ma być tani.
Ale zacznijmy od podstaw
Cybercab został zaprojektowany jako niewielki, dwumiejscowy samochód pozbawiony kierownicy i pedałów. Jego zadaniem nie jest zastąpienie Modelu Y w rodzinnych podróżach.
Ma robić coś znacznie prostszego.
Wozić jedną albo dwie osoby możliwie tanio, jak najtaniej.
Czy właśnie tak będą wyglądać nasze parkingi za kilka lat? Będą pełne autonomicznych pojazdów, takich jak Cybercab?
Impreza? Tak, po to jest ta nowa taksówka bez kierowcy😉. Ma zawieźć Ciebie i Twoją drugą połowę na imprezę. A po niej zamawiasz i Cybercab odwiezie Was do domu. Mimo wszelkich oznak spożycia napojów zawierających procenty. Po to jest to auto. Nie musisz siadać za kierownicą swojego samochodu. Nie spowodujesz żadnego zagrożenia po spożyciu. Zostaniesz bezpiecznie, lecz powoli odwieziony do miejsca zamieszkania. Tak, pasażerowie zwracają uwagę, że autonomiczne Tesle bez kierownicy, demonami prędkości nie są. Ale wcale być nie muszą. Ich zadanie jest proste i mają je wypełnić w sposób jak najbardziej bezpieczny. A czy to będzie trwało 20 minut czy 27… to już schodzi na dalszy plan.
Wracając do tylko dwóch siedzeń… Tesla od początku podkreślała, że taki układ ma sens ekonomiczny, ponieważ zdecydowana większość przejazdów odbywa się z niewielką liczbą pasażerów.
To ważne.
Bo kiedy samochód nie musi mieć kierownicy, pedałów, klasycznego stanowiska kierowcy ani całej infrastruktury związanej z prowadzeniem auta przez człowieka, można zacząć projektować go zupełnie inaczej.
Nie trzeba już budować samochodu dla kierowcy.
Można budować maszynę do przewożenia ludzi
I to jest zasadnicza różnica.
Tesla podczas prezentacji „We, Robot” przedstawiała Cybercab właśnie, jako autonomiczny transport punkt-punkt.
Tylko co z tymi wszystkimi ludźmi, którzy nie mieszczą się do Cybercaba?
No właśnie.
I tutaj zaczyna się robić naprawdę ciekawie.
Dwumiejscowy Cybercab świetnie sprawdzi się wtedy, gdy ktoś jedzie sam do pracy. Albo na lotnisko. Po zakupy – też sobie świetnie poradzi. Albo po prostu zamawia samochód na przejazd po mieście.
Ale co w sytuacji, kiedy jedzie czteroosobowa rodzina?
Albo pięciu znajomych?
Co z dużym bagażem?
Co z osobą poruszającą się na wózku?
Co z przewozem towarów?
Co z transportem pracowników?
Co z dłuższą podróżą, podczas której pasażer chciałby pracować albo odpocząć?
Cybercab nie jest odpowiedzią na wszystkie te pytania.
I Tesla najwyraźniej zaczyna to otwarcie przyznawać.
Podczas spotkania opisanego przez JPMorgan, firma miała wskazać, że Cybercab jest tylko pierwszym „formatem” robotaxi, a w kolejnych latach mają pojawić się następne konstrukcje. To może oznaczać coś znacznie większego niż kolejny model w katalogu Tesli.
Robovan nie jest więc tylko efektownym prototypem
W 2024 roku podczas wydarzenia „We, Robot” Tesla pokazała obok Cybercaba także Robovana.
Wówczas łatwo było potraktować go, jako jeden z tych futurystycznych projektów, które dobrze wyglądają na scenie, ale trudno powiedzieć, co właściwie będzie z nimi dalej.
Dzisiaj sytuacja wygląda trochę inaczej.
Tesla nadal wymienia Robovana w swojej koncepcji autonomicznej przyszłości. Na oficjalnej stronie firmy pojazd opisany jest, jako autonomiczny środek transportu grup osób lub towarów – od transportu zbiorowego, przez budownictwo, po usługi gastronomiczne. (info:Tesla)
Podczas prezentacji w 2024 roku Musk mówił o pojeździe mogącym przewozić nawet 20 osób.
I teraz spójrzmy na to z perspektywy całego systemu.
Mamy:
Cybercab → 1–2 osoby
większy autonomiczny samochód → kilka osób
Robovan → duża grupa pasażerów lub towary
To zaczyna przypominać nie gamę samochodów. To zaczyna przypominać autonomiczny transport jako usługę. Widać, żeTesla może projektować samochody pod konkretne zadania.
Dzisiaj większość samochodów osobowych próbuje być wszystkim naraz.
Ma być wygodna i szybka. Ma dobrze wyglądać i przewozić rodzinę. Ma mieć bagażnik, najlepiej jak największy. Musi dobrze prowadzić się na autostradzie i najlepiej być super bezpieczna.
Musi być też szybka, żeby łatwo było wyprzedzać w trasie, na przykład 3 tiry jadące za sobą. I tak dalej…
W samochodzie autonomicznym część tych wymagań przestaje mieć znaczenie.
Jeżeli nie prowadzisz samochodu, po co potrzebujesz świetnej pozycji za kierownicą?
Po co kierownica?
Po co pedały?
Po co sportowe fotele ustawione w kierunku jazdy?
Po co ogromny tunel środkowy?
Po co projektować wnętrze wokół człowieka, który prowadzi?
Można zacząć projektować wnętrze wokół człowieka, który jedzie, pracuje na laptopie, słucha muzyki, śpi, rozmawia przez telefon. Wszystko oprócz kierowania pojazdem. I tutaj Tesla sama wskazuje potencjalne kierunki: pojazdy nastawione na większą liczbę pasażerów, komfort, pracę czy określone zastosowania.
To właśnie dlatego kolejne robotaxi mogą wyglądać zupełnie inaczej niż Cybercab
Wyobraźmy sobie Teslę, która nie sprzedaje samochodów. Sprzedaje przejazdy
To brzmi nieco kontrowersyjnie😉!
Ale dokładnie w tę stronę Tesla próbuje przesunąć ciężar swojej działalności. Bo klasyczny producent samochodów zarabia przede wszystkim wtedy, gdy sprzeda samochód. Tesla chce, żeby samochód zarabiał również później.
Samochód wyjeżdża z fabryki.
Następnie przez lata jeździ.
A kiedy właściciel śpi, pracuje albo po prostu nie korzysta z samochodu, pojazd może – przynajmniej w założeniu – wykonywać płatne przejazdy. I zarabiać. Niby ma to sens. Możesz zakupić 10 takich aut i one będą na ciebie zarabiać. Ale to tylko teoria, przynajmniej na razie.
Poza tym to zupełnie inny model biznesowy.
I właśnie dlatego Tesla od dawna patrzy na Robotaxi nie tylko jak na kolejny produkt motoryzacyjny.
W swoim raporcie rocznym Tesla oficjalnie potwierdziła, że po uruchomieniu Robotaxi w czerwcu 2025 roku, weszła na rynek autonomicznych usług przewozowych i planuje masową produkcję Cybercaba. Jednocześnie firma sama wskazuje, że sukces tego biznesu będzie zależał m.in. od akceptacji autonomicznego transportu przez klientów, regulacji i konkurencji.
Podsumujmy to co wiadomo…
Robotaxi jest już biznesem Tesli. Ale jeszcze nie wiadomo, jak dużym. I tutaj pojawia się liczba, której nie można ignorować: 380 tysięcy mil.
Tesla twierdzi, że jej autonomiczne Robotaxi przejechały już ponad 380 000 mil bez nadzoru człowieka, czyli ponad 611 tys. kilometrów.
Według Ashoka Elluswamy’ego, wiceprezesa Tesli odpowiedzialnego za AI, przejazdy odbywały się w sześciu miastach i dwóch stanach, a firma nie odnotowała w tym okresie „notable incidents”, czyli istotnych incydentów (słowo klucz!).
To jest konkretna liczba.
I trzeba ją uczciwie uznać.
Tesla zrobiła w obszarze autonomii realny postęp.
Ale równie uczciwie trzeba powiedzieć drugą rzecz.
380 tysięcy mil to wciąż niewiele w porównaniu z konkurencją.
Waymo podało w lutym 2026 roku, że jego pojazdy przejechały 127 mln mil w pełni autonomicznej jazdy, a w sierpniu firma informowała już o ponad 500 tys. w pełni autonomicznych przejazdów tygodniowo. (info: Waymo)
To nie oznacza, że Tesla przegrywa.
Oznacza natomiast, że wyścig dopiero się rozkręca. I Tesla wcale nie ma dzisiaj przewagi w liczbie komercyjnych autonomicznych przejazdów.
Jest jeszcze jeden problem. „Zero istotnych incydentów” nie oznacza „zero incydentów”
To ważne rozróżnienie.
Tesla podaje ponad 380 tys. mil bez nadzoru i zero istotnych incydentów.
Jednocześnie dane raportowane do NHTSA pokazują, że pojazdy Tesla wyposażone w system autonomicznej jazdy uczestniczyły w zdarzeniach drogowych. W części przypadków winę ponosiły inne pojazdy.
Były również zdarzenia, w których Tesla uderzała m.in. w obiekty przy małych prędkościach. Pojawiły się także przypadki związane z teleoperatorami. To nie jest argument przeciwko Robotaxi.
To jest argument za tym, żeby nie mylić dwóch różnych statystyk.
„Brak istotnych incydentów” jest czymś zupełnie innym niż „brak jakichkolwiek zdarzeń”. A to te drugie są celem Tesli. Autonomia musi być bezpieczna. Super bezpieczna. W 100%? Nie – tak się raczej nie da… ale bardzo blisko 99,5%? To możliwe. Nawet 99,9% jest osiągalne. Jednak tylko w sytuacji, kiedy pojazdy będą zupełnie pozbawione ludzkiego kierowcy.
Tak, to my ludzie jesteśmy słabym ogniwem i powodujemy wypadki. Pijemy alkohol, ćpamy, bierzemy leki, jesteśmy przemęczeni i często sfrustrowani. To wszystko wpływa negatywnie na bezpieczeństwo w ruchu samochodowym. Tymczasem elektronika? Nie ma uczuć. Nie denerwuje się. Jest zawsze „wypoczęta”. Analizuje wszystko w ułamkach milisekund. Znajduje najlepsze rozwiązanie zanim człowiek zauważy zagrożenie.
A jeśli wszystkie auta jeździłyby w trybie autonomicznym i były połączone ze sobą w jedną wielką sieć, bezpieczeńswtow w ruchu lądowym wzrosłoby do wskaźnika bardzo bliskiego 100%. Ale to przyszłość… dziś wygląda to inaczej:
Bo gdy człowiek popełnia błąd, mówimy:
„Kierowca się zagapił”.
Kiedy robi to samochód bez kierowcy, pytanie brzmi:
„Czy możemy pozwolić, żeby zrobił to ponownie?”
Cybercab już jest produkowany. Ale jest tutaj pewien haczyk
Tesla zrobiła kolejny ważny krok.
W II kwartale 2026 roku rozpoczęła produkcję Cybercaba, a produkcyjne egzemplarze zaczęły być testowane na drogach publicznych. W lipcu firma rozpoczęła również przejazdy pracowników Cybercabami na terenie Gigafactory Texas.
Tesla podaje przy tym ponad 125 tys. sztuk rocznej zainstalowanej zdolności produkcyjnej Cybercaba w Teksasie.
I tutaj pojawia się bardzo ważne „ale”.
„Zainstalowana zdolność produkcyjna” nie oznacza faktycznej produkcji.
To zdolność linii, a nie liczba samochodów, które Tesla rzeczywiście produkuje każdego dnia.
Co więcej, w II kwartale Tesla złagodziła wcześniejsze sformułowania dotyczące osiągnięcia produkcji wolumenowej w 2026 roku. Firma nadal mówi o produkcji Cybercaba, ale zniknęło wcześniejsze wyraźne wskazanie na „volume production” w 2026 roku.
To drobna zmiana w języku.
Ale w Tesli takie drobne zmiany potrafią mieć duże znaczenie praktyczne.
Wiemy natomiast, że Tesla sama wskazuje na Robovana, jako przykład kolejnego formatu i że firma mówi o następnych typach pojazdów dla platformy Robotaxi.
To jest fakt.
Reszta to już przyszłość.
Tesla Robotaxi uzyskała zgodę na działalność w hrabstwie Clark, obejmującym Las Vegas, z możliwością wykorzystania do 5000 autonomicznych pojazdów w ramach przyznanego limitu. Firma nie musi oczywiście od razu wystawić na ulicę pięciu tysięcy samochodów. To maksymalny zakres wynikający z zezwolenia.I to pokazuje, że wyścig o autonomiczną mobilność właśnie przyspiesza.
Największy błąd? Patrzeć na Cybercaba, jak na kolejną Teslę
Moim zdaniem właśnie tutaj część rynku kompletnie źle interpretuje ten samochód.
Cybercab nie jest następcą Modelu 3.
Nie jest też „małą Teslą”.
Nie jest nawet klasycznym samochodem w rozumieniu, do którego przyzwyczaiła nas motoryzacja.
To narzędzie infrastruktury transportowej.
Tak jak autobus nie jest po prostu „dużym samochodem”, tak Cybercab nie jest po prostu „małym samochodem bez kierownicy”.
Jego sens zaczyna się dopiero wtedy, gdy patrzymy na niego razem z:
AI.
FSD.
Robotaxi.
ładowaniem.
telemetrią.
systemem zamawiania przejazdów.
flotą.
serwisem.
ubezpieczeniem.
produkcją.
i przede wszystkim — bardzo wysokim wykorzystaniem pojazdu.
Dopiero wtedy liczby zaczynają mieć sens.
Ale żeby nie było za różowo😉… jest jeden problem, którego nie rozwiąże nawet najlepiej zaprojektowany Robovan
Autonomia!
Bo można zaprojektować genialny samochód.
Można zrobić tanią baterię.
Można zbudować fabrykę zdolną produkować setki tysięcy pojazdów.
Można nawet stworzyć świetną aplikację.
Ale jeżeli samochód nie będzie wystarczająco bezpieczny i przewidywalny, cały model biznesowy się rozsypie.
I dlatego tak naprawdę najważniejszym produktem Tesli nie jest dziś Cybercab. Najważniejszym produktem jest FSD.
Cybercab jest tylko fizycznym nośnikiem tej technologii.
Tesla przygotowuje obecnie FSD v15, które według informacji firmy ma być dużym krokiem naprzód. System obejmuje siedem głównych technologii, z których około 40 proc. jest już testowane we flocie Robotaxi. Tesla uważa też FSD v15 za kluczowy etap, przed dalszym skalowaniem jazdy bez nadzoru.
I to jest właściwy punkt ciężkości.
Nie „czy Cybercab jest fajny?”.
Tylko:
czy Tesla potrafi sprawić, żeby miliony przejazdów miesięcznie odbywały się bez człowieka i bez sytuacji, których nie da się przewidzieć? W sensie, żeby w razie takiej sytuacji, auto potrafiło wyjść z takiej opresji bez szwanku. Śnieżyca, silny wiatr, ogromna ulewa. Znacie to… wycieraczki na full a i tak nic nie widać. Tak samo będą jeździły autonomiczne pojazdy. Zero litości ze strony ciągle zmieniającego się klimatu. Brak stabilności pogody. Grad i wichury w środku lata, 20 na plusie w grudniu, a potem śnieg w maju. Auto autonomiczne musi zawsze i wszędzie być gotowe na najgorsze. I to jest dziś największym wyzwaniem dla pełnej autonomii.
Tesla właśnie zmienia definicję samochodu
Przez ponad sto lat samochód był produktem.
Kupowałeś go.
Tankowałeś albo ładowałeś.
Jeździłeś nim.
Parkowałeś.
Sprzedawałeś.
Tesla chce, żeby samochód stał się elementem sieci.
Jednym z wielu autonomicznych urządzeń, które mogą wykonywać usługę. Cybercab jest pierwszym bardzo wyraźnym przykładem takiego podejścia. A informacja, że mają pojawić się kolejne jego odmiany, jest ważna właśnie dlatego, że pokazuje zmianę myślenia.
Tesla nie chce mieć jednego robotaxi.
Chce mieć całą flotę robotaxi, dopasowanych do różnych potrzeb.
I jeżeli ten plan się powiedzie, największą zmianą nie będzie wcale to, że pewnego dnia zobaczymy Teslę bez kierownicy. Największą zmianą będzie moment, w którym przestaniemy pytać:
„Jaki samochód kupić?”
a zaczniemy pytać:
„Jaki samochód autonomiczny zamówić?”
I wtedy dopiero okaże się, czy Cybercab rzeczywiście był początkiem rewolucji.
Czy tylko kolejnym bardzo ambitnym projektem Tesli?
Na odpowiedź nie będziemy już chyba musieli czekać dekadę😉. Chociaż z Teslą nigdy nic nie wiadomo…
Tesla nie porzuciła starszych samochodów. Ale właśnie pokazała, gdzie przebiega granica ich możliwości. Gdy wszyscy patrzyli na Robotaxi, Tesla zrobiła coś znacznie ważniejszego. Dla wielu z nas, czyli użytkowników starszych modeli aut Tesli.
Przez ostatnie miesiące większość uwagi skupiała się na Robotaxi, sztucznej inteligencji i komputerze AI4. W cieniu tych wydarzeń pozostawała jednak grupa kierowców, która przez lata była fundamentem sukcesu Tesli.
To właściciele samochodów wyposażonych w komputer Hardware 3, czyli HW3.
Miliony aut sprzedanych na całym świecie. Samochody, które jeszcze kilka lat temu Elon Musk przedstawiał, jako gotowe na przyszłość autonomicznej jazdy. Potem przyszła rzeczywistość. Wiemy co się stało i jak to przebiegało. Sieci neuronowe zaczęły rosnąć szybciej niż możliwości komputerów montowanych w starszych modelach. Tesla otwarcie przyznała, że HW3 nie będzie w stanie obsłużyć pełnej, nienadzorowanej autonomii.
Dla wielu właścicieli brzmiało to jak koniec historii, ale…
Okazuje się, że był to dopiero początek nowego rozdziału😉!
Tesla właśnie rozpoczęła wdrażanie FSD v14 Lite – specjalnie przygotowanej wersji swojego najnowszego systemu, dla samochodów wyposażonych w HW3. I choć nazwa sugeruje kompromis, rzeczywistość pokazuje coś znacznie ciekawszego.
Pokazuje bowiem, jak daleko można przesunąć granice starszego sprzętu dzięki odpowiednio zaprojektowanej sztucznej inteligencji, i odpowiedniemu oprogramowaniu.
To nie jest zwykła aktualizacja
Na pierwszy rzut oka łatwo pomyśleć, że Tesla po prostu przygotowała okrojoną wersję FSD v14.
Ale to byłoby zbyt duże uproszczenie.
Inżynierowie Tesli zastosowali rozwiązanie określane jako „distillation”, czyli proces, w którym mniejszy model AI uczy się zachowania większego modelu działającego na nowszym sprzęcie.
Mówiąc obrazowo…
To trochę tak, jakby doświadczony pilot, przez tysiące godzin uczył młodszego kolegę podejmowania decyzji. Młodszy nie ma takiej wiedzy ani takich możliwości, ale z czasem zaczyna reagować bardzo podobnie.
Dokładnie w ten sposób HW3 korzysta z doświadczeń rozwijanych dla platformy AI4, czyli znacznie nowszych.
Nie otrzymuje całej mocy obliczeniowej.
Otrzymuje sposób myślenia wypracowany przez nowszy system. A to, jak się okazuje, jest bardzo sprytne posunięcie.
Sztuczna inteligencja wygrała z ograniczeniami sprzętu… przynajmniej częściowo
Jeszcze kilka lat temu dominowało przekonanie, że rozwój autonomii zależy przede wszystkim od coraz mocniejszych komputerów.
Tesla pokazuje dziś coś bardziej interesującego i jakże innego od standardowego myślenia.
Coraz większą rolę zaczyna odgrywać jakość samego modelu AI.
Elon Musk zwrócił uwagę, że komputer HW3 dysponuje zaledwie około 15% efektywnej przepustowości pamięci względem AI4. To ogromna różnica. Mimo tego inżynierom udało się przenieść znaczną część zachowań nowego systemu na starszą platformę.
To nie oznacza, że ograniczenia zniknęły.
One nadal istnieją.
Ale coraz wyraźniej widać, że nowoczesna sztuczna inteligencja potrafi wycisnąć ze starszego sprzętu znacznie więcej, niż jeszcze niedawno wydawało się możliwe.
Kierowcy dostają funkcje, na które czekali od miesięcy
Najbardziej odczuwalne zmiany nie dotyczą jednak samych algorytmów.
Dotyczą codziennego korzystania z samochodu.
FSD v14 Lite pozwala rozpocząć autonomiczną jazdę już z miejsca parkingowego. Samochód potrafi sam wycofać, przełączyć „bieg” i płynnie rozpocząć jazdę.
Pojawiają się również nowe opcje wyboru miejsca zakończenia podróży. Kierowca może zdecydować, czy samochód powinien zatrzymać się przy krawężniku, na podjeździe, na ulicy czy na parkingu.
Do starszych modeli trafiają także profile prędkości znane z nowszych wersji FSD, poprawione zachowanie podczas zmiany pasów, lepsza reakcja na pieszych, skrzyżowania oraz bardziej naturalne prowadzenie pojazdu.
Dla wielu użytkowników oznacza to największy skok jakościowy od ponad roku. Może w końcu zniknął upierdliwości znane z aut Tesli. Choćby mocno denerwujący wszystkich Phantom Braking.
Ale Tesla niczego nie ukrywa
Najciekawsze jest jednak to, czego… nie ma.
Tesla nie próbuje udawać, że HW3 nagle stał się równoważny AI4.
Nie stał się.
FSD v14 Lite nie obsługuje pełnej architektury wykorzystywanej przez Robotaxi. Brakuje części nowych funkcji związanych z inteligentnym Summon, nie pojawia się również pełna aplikacja autonomicznej jazdy znana z nowszych platform.
Starsza wersja hadware po lewej i najnowsza po HW4 po prawej
Co ważniejsze, sama Tesla już wcześniej jasno przyznała, że HW3 nie osiągnie poziomu pełnej autonomii bez nadzoru kierowcy. W przyszłości rozwiązaniem mają być modernizacje sprzętu dla kwalifikujących się użytkowników, ale na razie FSD v14 Lite pozostaje pomostem między starą a nową generacją systemów.
To zapowiedź czegoś znacznie większego
Patrząc szerzej, ta aktualizacja nie jest historią o Tesli. Tak naprawdę to historia o kierunku, w którym rozwija się cała sztuczna inteligencja.
Jeszcze niedawno uważaliśmy, że każda nowa generacja AI wymaga całkowicie nowego sprzętu.
Dziś coraz częściej okazuje się, że równie ważne staje się optymalizowanie modeli i przenoszenie wiedzy, pomiędzy kolejnymi generacjami. Coś jak odpalenie gry z najnowszej generacji konsol na nieco starszym sprzęcie. Choć nie pamiętam dokładnie czy to było możliwe? Może Wy pamiętacie? Ale myślę, że wiecie o co chodzi i jaki zamysł przyświeca Tesli.
Nie zawsze potrzebujemy większego procesora. Czasem wystarczy mądrzejszy algorytm. To podejście może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla samochodów autonomicznych, ale również dla robotyki, urządzeń IoT czy elektroniki użytkowej.
Przez lata Tesla była krytykowana za składanie zbyt odważnych obietnic dotyczących autonomicznej jazdy. Część tej krytyki była uzasadniona. Znane są określenia takie jak Elon Time, czy Tesla Time.😉
FSD rozwija się wolniej, niż zapowiadano. Robotaxi nadal przechodzi kolejne etapy wdrożeń. HW3 okazał się mniej przyszłościowy, niż zakładano kilka lat temu.
Ale jednocześnie trudno nie docenić wysiłku, jaki firma wkłada w utrzymanie milionów starszych samochodów przy życiu.
Zamiast powiedzieć właścicielom: „kupcie nowe auto”, Tesla postanowiła wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji, do przedłużenia życia istniejącej platformy.
Czy to wystarczy? Dla jednych tak. Dla innych nie. Jak to w życiu bywa.
Jedno jest jednak pewne.
FSD v14 Lite pokazuje, że przyszłość autonomii nie będzie zależeć wyłącznie od coraz mocniejszych komputerów.
Coraz częściej będzie zależeć od tego, jak inteligentnie nauczymy sztuczną inteligencję wykorzystywać to, co już mamy. Bo prawdopodobnie będzie ona mogła wycisnąć znacznie więcej ze sprzętu, niż do tej pory myśleliśmy. Oczywiście pod naszym nadzorem😉… taką mam nadzieję.
Tesla chce nauczyć FSD naszych nawyków parkingowych. To mały detal, który mówi o autonomii więcej niż wielkie konferencje i przechwałki. Bo inżynierowie Tesli znów robią coś po cichu i bez wielkiego krzyku. No i miejmy nadzieję, że będzie to działać raz – dobrze, a dwa – że nie będziemy czekać na ten mały detal, choć przydatny, nie wiadomo jak długo. Wiadomo, że Tesla Time, to inny własny świat😉.
Przez lata rozmowa o autonomicznej jeździe wyglądała mniej więcej tak samo
Ile kamer ma samochód. Jak działa sieć neuronowa. Kiedy system pojedzie bez nadzoru. Czy Tesla wygra z Waymo. Czy regulatorzy w Europie znowu powiedzą „jeszcze nie teraz”. Wszystko wielkie, wszystko efektowne, wszystko podszyte obietnicą przyszłości, która podobno już stoi za rogiem. Ile razy to słyszeliśmy przez ostatnie kilka lat?
Tymczasem prawdziwe życie, jak to zwykle bywa, rozgrywa się gdzie indziej
Nie na autostradzie. Nie na konferencji dla inwestorów. Nawet nie na słynnym „mile zero” autonomii, gdy auto rusza spod domu i samo prowadzi przez pół miasta. Najbardziej ludzki moment całej tej historii zaczyna się dopiero na końcu podróży. W chwili, gdy samochód dojeżdża na miejsce i musi zrobić coś, co dla człowieka wydaje się banalne. Choć przyznacie, że nie wszyscy są mistrzami parkowania, oj nie wszyscy…
Zaparkować dokładnie tam, gdzie chcemy
Nie byle gdzie. Nie „w pobliżu”, lub „w obrębie celu”. Tylko tam, gdzie parkujemy zawsze. Przy lewej krawędzi podjazdu, bo po prawej stoi rower dziecka. Tyłem do garażu, bo tak wygodniej podłączyć auto do wallboxa. Dwa miejsca dalej od wejścia do biura, bo tam zwykle jest więcej przestrzeni i nikt nie obija drzwi. A my lubimy, gdy nasza Teselka wygląda rewelacyjnie i prezentuje się dobrze niezależnie od pogody. Obite czy porysowane drzwi jakoś słabo by z tym korespondowały.
To właśnie ten pozornie drobny szczegół stał się dziś jednym z najciekawszych tematów wokół Tesli
Według najnowszych informacji opublikowanych przez Not a Tesla App, a opartych na wypowiedzi Elona Muska, nadchodzące wersje Full Self-Driving. mają zacząć zapamiętywać preferencje parkingowe użytkownika. Innymi słowy: Tesla chce, żeby samochód nie tylko dojechał pod wskazany adres, ale też zrozumiał, jak my lubimy kończyć podróż — czy ma podjechać pod konkretny punkt przy domu, gdzie stanąć przy pracy, jak zachować się przy szkole, sklepie czy na osiedlowym parkingu. Musk napisał wprost, że „destination parking” jest dziś najczęstszym powodem interwencji kierowców korzystających z FSD, podczas gdy krytyczne interwencje bezpieczeństwa mają być rzadkie.
Bo jeśli odrzeć cały temat z marketingu, z prezentacji i z twitterowych deklaracji, to okaże się, że Tesla właśnie przyznaje coś bardzo ważnego: autonomiczna jazda nie przegrywa dziś głównie na prostych odcinkach drogi. Przegrywa na ostatnich metrach. Tam, gdzie kończy się logika nawigacji, a zaczyna coś znacznie bardziej ludzkiego — przyzwyczajenie, kontekst, codzienny rytuał. Ciasne miejsce, ciasny garaż, albo sąsiad… który nie ma pojęcia o parkowaniu:)
To zresztą nie jest przypadek. W klasycznym świecie software’u najtrudniejsze bywają nie wielkie funkcje, lecz drobne niuanse użytkownika. Każdy, kto projektował kiedyś produkt cyfrowy, wie, że ludzie rzadko korzystają z technologii w sposób „książkowy”. Klikają nie tam, gdzie trzeba. Omijają zaprojektowane ścieżki. Tworzą własne skróty, własne przyzwyczajenia, własne rytuały. Z samochodem jest dokładnie tak samo. W sensie z człowiekiem siedzącym w swoim samochodzie.
Człowiek nie parkuje wyłącznie według geometrii miejsca postojowego
Parkuje według pamięci.
Według wygody.
Według codziennych drobiazgów, których nie widać w mapie, czy w systemie auta. Tego, że po lewej stronie łatwiej wyjąć dziecko z fotelika. Tego, że pod biurem jedno miejsce jest zacienione, a inne wystawione na słońce. Lub tego, że na własnym podjeździe cofamy pod konkretnym kątem, bo wtedy kabel od ładowarki sięga bez naprężeń i nie trzeba go przeciągać przez pół garażu.
To są decyzje, których nie da się wyczytać z samej mapy HD. I właśnie dlatego są tak istotne.
Tesla od miesięcy próbuje uporządkować końcówkę podróży. W FSD v14.1 pojawiły się pierwsze bardziej rozbudowane opcje parkowania przy celu, a w nowszym FSD v14.3.4 system zaczął pokazywać użytkownikowi, jak zamierza zakończyć przejazd — czy wjedzie na parking, zatrzyma się przy krawężniku, czy będzie szukał miejsca postojowego. To pozornie kosmetyczna zmiana, ale w praktyce bardzo istotna, bo po raz pierwszy Tesla zaczęła komunikować intencję auta, jeszcze przed manewrem. Kierowca nie musi już zgadywać, czy samochód za chwilę skręci na parking, zatrzyma się przy wejściu czy pojedzie kawałek dalej.
Teraz Tesla chce pójść krok dalej. Nie tylko pokazać plan, ale zacząć uczyć się nawyku.
I to jest moment, w którym temat parkingu przestaje być anegdotą, a staje się ważnym sygnałem dla całej branży autonomous driving. Bo zapewne już za chwilę inni pójdą tą samą drogą co Tesla. A czemu Tesla robi to zawsze pierwsza? Zwróciliście uwagę na to, że to ten producent wyskakuje zawsze pierwszy z dziesiątkami pomysłów? Odpowiedź leży w tym, że auta Tesli spięte są w jeden wielki system. Organizm ogromnych rozmiarów połączony w jedno. Jakby wielki mózg składający się z milionów neuronów (czytaj aut Tesli). A każda z nich przekazuje do centrali ogromne ilości danych. I dlatego Tesla po ich analizie jest taka mądra i wymyśla co chwilę nowe funkcjonalności.
Przez lata wokół autonomii dominowała narracja o „pokonaniu człowieka”. Komputer miał widzieć więcej, reagować szybciej, popełniać mniej błędów, nie męczyć się, nie rozpraszać, nie patrzeć w telefon. Wszystko to jest oczywiście prawdą albo przynajmniej celem, do którego branża dąży. Problem polega na tym, że człowiek za kierownicą nie jest tylko biologicznym wykonawcą poleceń drogowych. Człowiek jest też zbiorem mikropreferencji. A te bywają ważniejsze, niż chciałby przyznać niejeden inżynier.
Autonomia, która ma być naprawdę „nasza”, nie może jedynie przestrzegać przepisów i unikać kolizji. Ona musi jeszcze zrozumieć styl naszego codziennego funkcjonowania. To, że wracając wieczorem do domu nie chcemy zatrzymać się pośrodku podjazdu. Tylko przy samym słupku, bo tam najłatwiej podpiąć ładowanie. Albo, że pod szkołą nie zależy nam na idealnym miejscu parkingowym, tylko na szybkim, bezpiecznym podjeździe pod konkretną zatoczkę. To, że pod biurem wolimy nie parkować przy wejściu. Tylko w dalszym rzędzie, bo tam zwykle jest luźniej i łatwiej wyjechać po pracy.
Właśnie tu widać, jak bardzo dojrzał temat FSD
Jeszcze kilka lat temu rozmawialiśmy o tym, czy Tesla w ogóle przejedzie miasto bez interwencji. Dziś coraz częściej dyskutujemy o tym, czy zaparkuje po naszemu.
Not a Tesla App zwraca uwagę, że źródłem wiedzy Tesli o interwencjach użytkowników jest nowy mechanizm kategoryzowania przejęć kontroli. W FSD v14.3.2 pojawiło się menu, które po wyłączeniu systemu prosi kierowcę o wskazanie powodu interwencji — nawigacja, parking, sytuacja krytyczna lub inny powód. To rozwiązanie dalekie od ideału, bo część kierowców wybiera odpowiedź na szybko, byle zamknąć okno i jechać dalej. Jednak mimo to Tesla po raz pierwszy dostała tak bezpośredni strumień informacji o tym, gdzie kończy się cierpliwość użytkownika. A skoro Musk mówi dziś, że parking jest najczęstszym powodem przejęcia auta, to znaczy, że właśnie tam system najczęściej zderza się z rzeczywistością codziennego użytkowania.
Tesla mówi, że samochód będzie „uczył się” naszych preferencji, i od razu pojawia się pytanie: jak głęboko ma sięgać taka personalizacja?
Czy mówimy o prostym zapamiętywaniu lokalizacji i typu manewru — na przykład „zawsze cofnij tutaj” — czy o bardziej złożonym modelu zachowania. Który rozpozna, że pod konkretnym supermarketem zwykle szukamy miejsca bliżej wejścia, a pod biurem bliżej wyjazdu? Tego dziś po prostu nie wiemy. Musk nie podał konkretnej daty wdrożenia ani technicznych szczegółów działania systemu. Wiemy natomiast, że wpisuje się to w szerszy kierunek rozwoju FSD, w którym Tesla chce oddać użytkownikowi większą kontrolę nad „ostatnim etapem” podróży.
I tu pojawia się stary, dobrze znany teslowy paradoks
Tesla najczęściej pokazuje przyszłość w wersji szkicu. Rzuca ideę, uruchamia wyobraźnię, zbiera reakcje rynku. A dopiero potem dowozi produkt w wersji, która czasem okazuje się genialna, a czasem tylko obiecująca. Z parkingiem może być podobnie. Sama idea brzmi świetnie, bo rozwiązuje realny, codzienny problem. Ale między „samochód zapamięta twoje preferencje” a „samochód będzie robił to niezawodnie, bezpiecznie i bez irytujących pomyłek” jest jeszcze spory kawałek drogi.
Zwłaszcza że parking to jeden z tych obszarów, w których margines na żenadę jest wyjątkowo mały.
Jeśli FSD przejedzie przez miasto świetnie, ale pod domem zatrzyma się metr za daleko, większość użytkowników wzruszy ramionami. Jeśli jednak kilka razy z rzędu wybierze absurdalne miejsce pod sklepem, stanie zbyt daleko od ładowarki albo zacznie na siłę wciskać się tam, gdzie człowiek nigdy by nie wjechał. To cała magia autonomii momentalnie pęka. Bo to właśnie na końcu podróży użytkownik najłatwiej odzyskuje poczucie, że „jednak zrobiłby to lepiej sam”.
I być może właśnie tu kryje się prawdziwy sens tej pozornie małej aktualizacji. Nie w samym parkowaniu. Nie nawet w wygodzie. Tylko w przesunięciu całej rozmowy o autonomii o jeden poziom wyżej.
Od pytania: czy samochód potrafi jechać sam?
Do pytania znacznie trudniejszego, ale dużo ważniejszego:
czy samochód zaczyna rozumieć człowieka, który w nim siedzi? 🤔
Tesla Robotaxi wjeżdża do prawdziwego świata. I właśnie tam zaczynają się schody. Czyli miało być dużo łatwiej a potem przyszło życie:)
Przez lata Elon Musk sprzedawał światu pewną wizję. Nie chodziło o samochód elektryczny. Ten etap Tesla i sam Musk mają już dawno za sobą.
Nie chodziło nawet o baterie, choć przez lata, to właśnie one były sercem całej rewolucji.
Prawdziwym celem zawsze była autonomia. Samochód, który nie potrzebuje kierowcy. Samochód, który sam zarabia na siebie, który zamiast stać pod domem przez 95% czasu, wozi pasażerów przez całą dobę, kiedy my popijamy drinka z żoną, siedząc przy kominku w zimowy wieczór. Nasz EV od Tesli zasuwa po ulicach zarabiając dla nas kasę.
Brzmiało to jak futurystyczna wizja rodem z Doliny Krzemowej. Jedni widzieli w niej przyszłość transportu. Inni kolejny nieco szalony plan i oczywiście wszystko w tym odważnym terminie, który nigdy nie zostanie dotrzymany.
Dziś jednak dyskusja wygląda zupełnie inaczej
Bo Tesla przestała mówić o Robotaxi. Tesla zaczęła je uruchamiać. I właśnie wtedy zaczęły się naprawdę interesujące pytania.
Nie o zasięg.
Nie o moc.
Nie o przyspieszenie.
Tylko o to, co stanie się wtedy, gdy autonomiczny samochód, spotka na swojej drodze coś, czego nie znajdziemy w prezentacji dla inwestorów. Chodzi o policję, wypadek, straż pożarną, nagłą zmianę organizacji ruchu, ulewę czy nawet gęstą mgłę.
Czyli wszystko to, co codziennie spotykamy na drogach. A co może się zdarzyć w sposób błyskawiczny i całkowicie nieoczekiwany. Nagle…
Kilka dni temu Tesla opublikowała dokument, który wielu osobom umknął. A szkoda, bo jest prawdopodobnie jednym z najciekawszych materiałów dotyczących przyszłości autonomicznej jazdy.
To swoista instrukcja współpracy Robotaxi ze służbami ratunkowymi. Dokument przygotowany dla stanu Arizona pokazuje, jak Tesla wyobraża sobie funkcjonowanie floty autonomicznych pojazdów w prawdziwym świecie. Nie tym laboratoryjnym, tym codziennym.
I nagle okazuje się, że za wizją samochodu bez kierowcy stoi ogromna armia procedur, ludzi i zabezpieczeń.
Bo co właściwie ma zrobić Robotaxi, gdy za nim pojawi się radiowóz na sygnale?
Tesla twierdzi, że pojazd automatycznie rozpozna sytuację i zjedzie w bezpieczne miejsce. Brzmi rozsądnie. Dopiero po chwili dociera do nas jednak, jak ogromne wyzwanie kryje się za tym jednym zdaniem.
Dla człowieka to intuicyjna decyzja. Dla komputera to tysiące analiz wykonywanych w czasie rzeczywistym.
Czy pobocze jest wystarczająco szerokie?
Czy można się zatrzymać?
Czy pojazd jadący obok nie stworzy zagrożenia?
Czy sygnał pochodzi od policji, straży pożarnej czy karetki?
My robimy to odruchowo. Maszyna musi się tego nauczyć. Jeszcze ciekawiej robi się wtedy, gdy na drodze pojawia się miejsce wypadku policjant machający rękami, strażak kierujący ruchem czy pachołki ustawione w sposób, którego nie przewidział projektant drogi.
Tesla twierdzi, że jej system potrafi interpretować sygnały wydawane przez służby i dostosowywać się do tymczasowej organizacji ruchu. W teorii brzmi świetnie. W praktyce właśnie takie sytuacje od lat należą do najtrudniejszych dla systemów autonomicznej jazdy.
I tutaj dochodzimy do rzeczy, o której mówi się zdecydowanie za mało.
Robotaxi nie jest samotnym wilkiem. To nie jest tak, że auto zostaje wyprodukowane po czym wypuszczone „samopas” – jak to się czasami mówi, i zapominamy o nim, niech sobie radzi:)
Za kulisami cały czas pracują ludzie
Tesla stworzyła specjalny zespół wsparcia dla służb ratunkowych. W razie dużego zdarzenia, operatorzy mogą tworzyć wirtualne strefy zakazu ruchu, dzięki którym autonomiczne pojazdy będą omijać miejsca wypadków czy akcji ratunkowych. Coś jak odkurzacz Roomba, i specjalne elektroniczne ograniczniki, które jeśli je odpowiednio ustawimy, nie pozwolą Roombie wjechać w zastrzeżony obszar. Tu działa to tak samo. Sygnał idzie z centrali do aut, które wybierają inną bezpieczną trasę przejazdu, omijając ryzykowny obszar.
To bardzo ciekawy sygnał dla nas wszystkich, bo pokazuje, że nawet najbardziej zaawansowana sztuczna inteligencja, nadal potrzebuje ludzkiego nadzoru. Przynajmniej jak na razie, czyli na obecnym etapie rozwoju.
Zresztą podobnie wygląda sprawa kolizji
W internetowych dyskusjach często słyszymy dwa skrajne stanowiska.
Jedni twierdzą, że autonomiczne samochody są już niemal idealne. Drudzy, że każda stłuczka oznacza porażkę całej technologii.
Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.
Tesla ujawniła, że w przypadku kolizji Robotaxi automatycznie uruchamia procedury bezpieczeństwa. Włącza światła awaryjne, odblokowuje drzwi, opuszcza szyby i nawiązuje połączenie z centrum wsparcia. Służby mogą uzyskać dostęp do danych pojazdu, zapisów kamer i telemetrii potrzebnej do późniejszej analizy zdarzenia.
Brzmi profesjonalnie! Bez dwóch zdań…
Ale jednocześnie przypomina, że nawet najbardziej zaawansowany system świata nie eliminuje całkowicie ryzyka.
Zwłaszcza że pierwsze miesiące działania Robotaxi nie były wolne od problemów. Do amerykańskich regulatorów trafiły raporty dotyczące kilku incydentów, a część z nich dotyczyła nawet sytuacji, w których pomagać musieli zdalni operatorzy.
I właśnie dlatego największym przeciwnikiem Robotaxi może okazać się nie człowiek
Nie konkurencja, nawet nie regulatorzy, tylko pogoda. Deszcz nie czyta folderów reklamowych. Mgła nie interesuje się harmonogramem wdrożeń. Śnieg nie sprawdza komunikatów prasowych.
Tesla otwarcie przyznaje, że jej autonomiczna flota, ma jasno określone granice działania. Robotaxi może funkcjonować w dzień i w nocy, radzić sobie z umiarkowanym deszczem czy lekką mgłą. Ale podczas powodzi, oblodzenia lub ekstremalnych warunków pogodowych system po prostu nie będzie działał.
To ważna informacja!
Zwłaszcza, że przez lata, wokół autonomicznej jazdy powstał mit technologii niemal nieomylnej.
Tymczasem Tesla pokazuje coś zupełnie odwrotnego. Pokazuje system, który zna swoje ograniczenia. I być może właśnie to jest najbardziej dojrzały element całego projektu.
Patrząc na rozwój Robotaxi można odnieść wrażenie, że znajdujemy się dokładnie w tym samym miejscu, w którym sto lat temu znajdowała się motoryzacja.
Samochody już istnieją, technologia działa. Ale nikt nie wie jeszcze, jak szybko zmieni świat.
Za kilka lat możemy wspominać pierwsze Robotaxi, jako początek największej rewolucji transportowej od czasów Henry’ego Forda.
Możemy też dojść do wniosku, że droga do pełnej autonomii była znacznie dłuższa, niż wydawało się Elonowi Muskowi.
Jednego jestem jednak pewien.
Najważniejszy test nie odbywa się dziś w laboratorium Tesli. Nie odbywa się również podczas konferencji dla inwestorów.
Odbywa się na zwykłej ulicy
Tam, gdzie pada deszcz. Tam, gdzie policjant ręcznie kieruje ruchem, gdzie kierowcy popełniają błędy, gdzie nie istnieją idealne warunki.
Bo właśnie w takim świecie, realnym świecie, Robotaxi musi udowodnić swoją wartość.
Przez lata największym wyzwaniem autonomicznej jazdy była technologia. Dziś technologia schodzi na drugi plan. Prawdziwym zaś przeciwnikiem Robotaxi staje się rzeczywistość.
A rzeczywistość nigdy nie jeździ według scenariusza…
Tesla wraca do gry. Sprzedaż rośnie niemal wszędzie, ale prawdziwa wojna dopiero się zaczyna.
Jeszcze kilka miesięcy temu internet był pełen nagłówków zwiastujących początek końca Tesli. To taki nasz standard, jeśli chodzi o przeciwników tego amerykańskiego producenta.
Spadki sprzedaży w Europie. Coraz mocniejszy BYD. Polityczne kontrowersje wokół Elona Muska. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że część komentatorów bardziej czeka na upadek Tesli, niż na kolejne dane sprzedażowe.
Problem polega na tym, że rynek bardzo często nie zachowuje się tak, jak życzą sobie tego komentatorzy.
A najnowsze dane z 2026 roku pokazują coś, czego jeszcze pod koniec ubiegłego roku wielu analityków się nie spodziewało.
Tesla nie tylko nie znika z rynku. Tesla wraca do wzrostów. I to jak zaraz zobaczycie, całkiem niezłych wzrostów😉!
Tyle że jest to już zupełnie inna Tesla niż ta, którą znaliśmy jeszcze kilka lat temu.
Europa miała być problemem. Tymczasem stała się jednym z motorów odbicia
To właśnie Europa była w 2025 roku jednym z największych zmartwień amerykańskiego producenta.
W wielu krajach sprzedaż spadała, a chińska konkurencja coraz śmielej odbierała Tesli klientów. Szczególnie mocno było to widać w Niemczech, Francji czy krajach skandynawskich.
Dzisiaj obraz wygląda zupełnie inaczej.
Maj 2026 przyniósł wręcz spektakularne wzrosty rejestracji Tesli w wielu europejskich państwach. We Francji liczba nowych rejestracji wzrosła aż o 655% rok do roku. W Danii wzrost wyniósł 136%, w Hiszpanii 113%, w Portugalii 349%, a w Szwecji 71%. Nawet niezwykle wymagający rynek norweski odnotował wzrost na poziomie 29%.
To są liczby, których trudno nie zauważyć.
Oczywiście warto zachować zdrowy rozsądek. Tak duże wzrosty wynikają częściowo z bardzo niskiej bazy porównawczej z poprzedniego roku. Nie zmienia to jednak faktu, że Tesla ponownie zaczęła rosnąć szybciej, niż wielu ekspertów zakładało jeszcze kilka miesięcy temu.
Szczególnie interesujące jest to, że odbicie następuje w momencie, gdy europejski rynek samochodów elektrycznych staje się najbardziej konkurencyjny w swojej historii.
Jeszcze kilka lat temu klient szukający elektryka bardzo często kończył poszukiwania na Tesli.
Dziś obok niej stoją dziesiątki konkurentów. I przyznać trzeba całkiem niezłych konkurentów.
I właśnie dlatego obecne wzrosty są tak istotne. A jednocześnie tak zaskakujące.
Chiny pozostają najważniejszym polem bitwy
Jeżeli jednak ktoś chce zrozumieć przyszłość Tesli, powinien patrzeć przede wszystkim na Chiny.
To tam znajduje się dziś centrum światowej elektromobilności. To tam sprzedaje się najwięcej samochodów elektrycznych.
I to tam konkurencja jest najostrzejsza.
Mimo tego Tesla notuje bardzo solidne wyniki. W maju sprzedaż samochodów produkowanych w fabryce w Szanghaju wzrosła o 39,4% rok do roku, osiągając poziom 85 982 pojazdów. Był to jednocześnie siódmy kolejny miesiąc wzrostów.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak pełny sukces.
Jednak pod powierzchnią kryje się znacznie ciekawsza historia.
Tesla rośnie.
Ale chińscy producenci rosną jeszcze szybciej. To nie bajka, która trwała wiele lat. Teraz to bardziej jak pole bitwy, a tesla musi na nim przetrwać.
BYD, XPeng, Li Auto czy NIO przestały już być markami, które próbują dogonić Teslę. Dziś coraz częściej to właśnie one wyznaczają kierunek rozwoju rynku, szczególnie w obszarze oprogramowania, systemów wspomagania kierowcy oraz integracji samochodu z cyfrowym ekosystemem użytkownika. Na tych polach Tesla jeszcze sobie z konkurencją radzi.
Jednak takie aspekty jak baterie, a konkretnie ich moce ładowania a co za tym idzie czas. Zdają się powoli stawać piętą achillesową Tesli. ZEEKR, Denza, i inne „chińczyki” pokazują jak powinno wyglądać naprawdę szybkie ładowanie. Są zdecydowanie lepsze pod tym względem od aut amerykańskiego producenta. 500 a nawet 1000 kW!!! Tyle potrafią „pociągnąć” ze stacji chińskie EV ( w peaku – ale jednak😉).
Żadna Tesla tego nie zrobi… jak na razie.
Jeszcze kilka lat temu Tesla była nauczycielem.
Dzisiaj coraz częściej musi sama się uczyć.
Stany Zjednoczone już nie są lokomotywą wzrostu
Paradoksalnie największym wyzwaniem dla Tesli staje się rynek, który przez lata był jej największą twierdzą. To dom…
Ameryka dojrzewa. Boom na elektromobilność nie jest już tak dynamiczny jak kilka lat temu.
Klienci coraz mocniej zwracają uwagę na ceny samochodów, koszty finansowania oraz wysokość rat leasingowych. Dodatkowo część programów wsparcia i ulg podatkowych nie działa już tak silnie jak wcześniej.
To powoduje, że Tesla nadal pozostaje liderem rynku samochodów elektrycznych w USA, ale tempo wzrostu jest znacznie niższe niż w czasach, gdy Model 3 czy Model Y praktycznie nie miały realnej konkurencji.
Rynek stał się bardziej wymagający.
I bardziej dojrzały.
Liczby, które mówią więcej niż nagłówki
Najciekawsze są jednak dane globalne o Tesli.
W pierwszym kwartale 2026 roku Tesla dostarczyła klientom 358 023 samochody elektryczne. To wynik lepszy o około 6% od analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednocześnie był on niższy od oczekiwań części analityków giełdowych.
I właśnie tutaj pojawia się największy paradoks.
Dla mediów finansowych był to wynik rozczarowujący.
Dla większości producentów samochodów elektrycznych na świecie byłby to wynik marzeń.
Tesla wciąż sprzedaje setki tysięcy aut kwartalnie. Wciąż pozostaje jednym z największych producentów samochodów elektrycznych na świecie. Wciąż posiada jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek motoryzacyjnych globu.
Problem polega wyłącznie na tym, że inwestorzy przyzwyczaili się do wzrostów, które przypominały bardziej startup technologiczny niż producenta samochodów.
Tego etapu prawdopodobnie już nie zobaczymy. To trochę jak w świecie sportu. Nie możesz wiecznie wygrywać, choć kibice by chcieli. Zawsze pojawią się w kolejnym sezonie zmienne, które zaburzą dotychczasowe sukcesy. Nie da się zawsze być na pierwszym miejscu. Szczególnie kiedy konkurencji przybywa i jest ona z roku na rok, coraz lepsza i coraz bardziej zaawansowana.
Największy problem Tesli nie nazywa się BYD
To może zabrzmieć kontrowersyjnie, bo sporo z Was może tak myśleć – o bezpośredniej konkurencji. Naszym zdaniem największym wyzwaniem Tesli nie jest dziś ani BYD, ani Volkswagen, ani żaden inny konkurent.
Największym problemem Tesli jest fakt, że świat nauczył się budować dobre samochody elektryczne.
Jeszcze kilka lat temu, Tesla była praktycznie jedynym producentem oferującym połączenie dużego zasięgu, wydajnego napędu, szybkiego ładowania i dopracowanego oprogramowania.
Dziś podobne argumenty mają również inni.
I właśnie dlatego rok 2026 może okazać się jednym z najważniejszych w historii firmy.
Nie dlatego, że Tesla walczy o przetrwanie. Wręcz przeciwnie.
Tesla walczy o utrzymanie pozycji lidera w świecie, który wreszcie dogonił ją technologicznie.
A to jest znacznie trudniejsze niż sama droga na szczyt.